Zbliżają się kolejne wybory.
Znów kilku darmozjadów będzie wykazywać czemu akurat ich
powinniśmy utrzymywać.
Znów będzie propaganda sukcesu wyborów.
Znów zostanie wykazane, że to obywatelski czyn - głosować.
Głosowanie na poprzednich wyborach nie miało kompletnego sensu,
gdyż ordynacja sprawiła, że wyborów dokonywali przywódcy partyjni -
nie ludzie. Więc cała impreza była umocowywaniem chorego
systemu.
Głosowanie w wyborach prezydenckich ma trochę większy sens, gdyż
teoretycznie głosujemy tutaj na osobę po czym wybrana osoba zostaje
mniej lub bardziej nieznaczącą postacią. Niestety kandydaci nie są
wybierani wcześniej w sensownych prawyborach (pomijam farsę
prawyborów w PO) więc znów jest to partyjne naznaczanie osób.
Obecny system wyklucza oddolne wypromowanie ciekawego i
wartościowego kandydata. Nie da się rywalizować w dobrowolnych
składkach na kampanię. Rywalizacja w zbieranych podpisach - komedia
("My zebraliśmy ciężarówkę podpisów, a wy?").
Ostateczny test, to test pieniędzy: czy kandydat jest na tyle
uczciwy (lub sprawia takie wrażenie), że dałabym/dałbym mu
pieniądze?
Wbrew pozorom w wyborach, w których głosują pieniądze nie
wygrywają ludzie którzy mają kasy jak lodu, tylko tacy, którym
najwięcej osób przekarze niewielkie sumy.
Kończąc niekoherentną wypowiedź przewiduję, że tak jak
poprzednio zwycięży kandydat większości obywateli, czyli "Nikt z
powyższej listy".